Uderzenia rakiet i dronów w Dubaj natychmiast odbiły się na rynkach finansowych. Według wstępnych informacji w ataku wykorzystano nawet 165 pocisków balistycznych oraz ponad 540 dronów, które były odpowiedzią Iranu na wcześniejsze działania militarne w regionie. Giełdę w Dubaju zamknięto na dwa dni – po raz pierwszy od pandemii. Saudyjski indeks Tadawul spadł o kilka procent, a ropa podrożała o ok. 10 proc. To zamieszanie będzie też miało wpływ na rynek nieruchomości.

Przez ostatnie lata Dubaj był dla wielu inwestorów jak szybki sportowy samochód, który osiąga prędkość niedostępną dla masowo produkowanych aut. To kusiło, ale też wiązało się z ryzykiem. Im szybsze auto, tym łatwiej o wypadek na zakrętach. Niestety wielu kupujących żyło w bańce, nie biorąc pod uwagę potencjalnych ryzyk związanych z zakupem nieruchomości na tamtejszym rynku – mówi Maciej Gołębiewski, ekspert do spraw inwestowania w nieruchomości i twórca dobregonajmu.pl.

Magnes na inwestorów

Największe i najbardziej znane miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich przyciągało kapitał z całego świata prostymi argumentami: rentowność najmu na poziomie 6,6 proc. brutto i brak podatku, co sprawiało, że zysk netto był prawie identyczny. Do tego dochodził bonus w postaci złotej wizy. Dla wielu inwestorów ważna była także możliwość zakupu nieruchomości nawet za kryptowaluty oraz stosunkowo łatwe procedury dla zagranicznych kupujących.

– Trzeba sobie wyjaśnić jedną rzecz: Dubaj jest dużo bardziej nieprzewidywalny niż Europa. Po kryzysie w 2008 roku ceny spadły tam o połowę. Potem była stagnacja, dołek w pandemii i potężny rajd w latach 2021–2025, gdy nieruchomości podrożały o 60–70 proc. Pod koniec września 2025 roku Bank UBS już ostrzegał, że w Dubaju pompuje się bańka cenowa. W swoim raporcie Real Estate Bubble Index oceniono Dubaj na 1,09, co oznacza strefę podwyższonego ryzyka bańki na rynku nieruchomości. Tuż przed atakami tamtejszy rynek nadal bił jednak rekordy. Tylko w styczniu 2026 roku sprzedano ponad 21 tys. lokali, czyli o 86 proc. więcej niż rok wcześniej – komentuje ekspert.

Co może wydarzyć się jutro?

Rynek nieruchomości w Dubaju opiera się przede wszystkim na kapitale z zewnątrz. Ponad 68 proc. kupujących to obcokrajowcy, a tylko w 2025 roku do emiratu przeniosło się około 10 tys. milionerów. Jednocześnie aż ok. 90 proc. mieszkańców Zjednoczonych Emiratów Arabskich stanowią ekspaci – czyli osoby pracujące lub inwestujące tam czasowo. Popyt jest więc silnie związany z napływem ludzi i pieniędzy. Jeśli geopolityka ich wystraszy, rynek poczuje to błyskawicznie.

Ja widzę trzy najbardziej prawdopodobne scenariusze. Pierwszy to eskalacja konfliktu, odpływ kapitału i zjazd cen o 15–25 proc. Drugi zakłada szybki powrót do normy i odbicie rynku, podobnie jak po pandemii COVID-19. Trzeci to z kolei pęknięcie bańki spekulacyjnej i spadki cen rzędu 30–50 proc. – mówi Maciej Gołębiewski. – Rynek jest przy tym stosunkowo płytki i bardzo podatny na wstrząsy. Historia pokazuje, że w 2008 roku ceny nieruchomości w Dubaju spadły nawet o 50 proc. w mniej niż dwa lata, a podobnie silne wahania pojawiały się także w czasie pandemii – dodaje.

Głos rozsądku

Wydarzenia ostatnich dni pokazują, że nawet miejsca uważane za „bezpieczne raje inwestycyjne” mogą w jednej chwili znaleźć się w centrum globalnego konfliktu. Właśnie wtedy kluczowa staje się nie tylko rentowność inwestycji, lecz także stabilność gospodarki, bezpieczeństwo geopolityczne i odporność rynku na nagłe szoki.

Na rynkach inwestycyjnych nie ma cudów. Jeśli gdzieś obiecuje się wysokie zyski, to zazwyczaj idzie za tym także większe ryzyko – zarówno gospodarcze, jak i geopolityczne – mówi Maciej Gołębiewski. – Dlatego wielu inwestorów stara się dzielić kapitał między różne kraje i rynki. W momentach napięć najważniejsze jest jednak trzymanie się danych i strategii, a nie emocji. Często okazuje się, że bardziej przewidywalne rynki – jak duże miasta w Polsce – są po prostu spokojniejsze, nawet jeśli potencjalny zysk jest trochę niższy – podsumowuje.