Rozpad związku, śmierć bliskiej osoby, trudna diagnoza czy utrata pracy potrafią wywrócić życie do góry nogami. W takich chwilach często próbujemy znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego to właśnie nas spotkało.

Inessa Kim, trenerka kulinarna, mentorka i autorka książki „Ferment i Umami. Smak po rozpadzie”, proponuje inną perspektywę: zamiast bez końca analizować to, co się wydarzyło, warto dać sobie czas, wrócić do codzienności i pozwolić zmianie dojrzewać. Bo tak jak fermentacja wymaga odpowiednich warunków i cierpliwości, tak również człowiek potrzebuje czasu, by odnaleźć się po kryzysie. – Kiedy coś nie układa się według mojego planu, po prostu siadam, zamykam oczy, staram się nawiązać połączenie z tą częścią mnie, która jest bardzo głęboko ukryta, i szukam odpowiedzi na pytanie: skoro nie idzie to według mojego planu, to jaki jest ten lepszy plan? – mówi Inessa Kim, autorka książki „Ferment i Umami. Smak po rozpadzie”. 

Kiedy życie przestaje być naszym projektem 

Przez lata możemy być przekonani, że jeśli wystarczająco mocno się postaramy, nasze życie potoczy się zgodnie z założeniami. Planujemy karierę, związki, kolejne przedsięwzięcia i sukcesy. Kiedy jednak rzeczywistość nagle obiera inny kierunek, próbujemy odzyskać kontrolę, analizując każdy szczegół
i szukając odpowiedzi, które pozwolą nam zrozumieć, dlaczego spotkało nas coś trudnego. 

Inessa Kim również przez długi czas wierzyła, że dobre życie oznacza realizowanie kolejnych projektów. Z czasem odkryła jednak, że nieustanne dążenie do celu może sprawić, że przestajemy dostrzegać samo życie. – Kiedyś myślałam, że jakość mojego życia mierzy się ilością zrealizowanych projektów. Teraz naprawdę uważam inaczej – przyznaje. Dziś, kiedy coś nie idzie zgodnie z jej oczekiwaniami, stara się nie walczyć za wszelką cenę z rzeczywistością. Zamiast tego szuka przestrzeni na zatrzymanie
i zastanowienie się, czy dotychczasowy kierunek rzeczywiście jej służy.  

Nie oznacza to przekonania, że wszystko, co nas spotyka, dzieje się dla naszego dobra. Nie każda tragedia musi mieć pozytywne zakończenie, a nie każdą stratę można przekuć w coś wartościowego. – Nie mam prawa narzucać wszystkim, że wszystko, co nas spotyka, absolutnie wszystko jest dla naszego dobra i że z każdej tragedii może wyjść coś wspaniałego. Natomiast z mojego własnego doświadczenia wynika to, że nawet takie tragiczne wydarzenia niosą za sobą jakiś głębszy sens – mówi. 

Po stracie nie trzeba od razu wiedzieć, jak żyć dalej 

Dla Inessy Kim jednym z najtrudniejszych doświadczeń była nagła śmierć obojga rodziców w wypadku samochodowym. Jej mama kilka lat wcześniej pokonała raka piersi, a tata przeszedł poważną operację serca. Kiedy oboje zginęli, Inessa musiała zmierzyć się z traumą, poczuciem niesprawiedliwości
i pytaniami, na które nie znajdowała odpowiedzi. – Nie mogłam się pogodzić, uważałam, że to jest niesprawiedliwe. To była naprawdę niesamowita trauma, która pozostawiła ogromny ślad w mojej psychice – wspomina. Z perspektywy kilkunastu lat potrafi dostrzec, jak to doświadczenie wpłynęło na jej dalszą drogę. Nie mówi o wdzięczności za tragedię, ale o tym, że z czasem jej życie nabrało innego kierunku.  – Gdyby nie ta tragedia, ja nie związałabym swojego życia z gotowaniem na takim poziomie zawodowym. Nie byłabym dzisiaj tym, kim jestem, nie otworzyłabym bistro, nie zostałabym trenerką kulinarną i nie zaczęłabym z gotowania robić narzędzia do tego, żeby życie stawało się lepsze, pełniejsze, bogatsze, szczęśliwsze – mówi. 

Ważne jest jednak, by nie traktować tej historii jako uniwersalnej recepty na przeżywanie żałoby. Każdy reaguje inaczej, a poważny kryzys może wymagać profesjonalnego wsparcia. Inessa podkreśla, że nie trzeba natychmiast szukać sensu w tym, co się wydarzyło. Najpierw warto uznać stratę i pozwolić sobie ją przeżyć. 

Zamiast „weź się w garść” – bądź obok 

Osoby przeżywające kryzys często słyszą, że powinny być silne, otrząsnąć się i wrócić do normalnego życia. Choć takie słowa bywają wypowiadane w dobrej wierze, mogą wywoływać dodatkową presję. Człowiek, który już mierzy się z bólem, dostaje kolejne zadanie: ma jak najszybciej przestać cierpieć.
– To jest najgorsze, co możemy powiedzieć osobie, która właśnie przeżywa jakieś ciężkie chwile: „weź się w garść”. Ja sama byłam w tej sytuacji i mówię: no dobrze, ale co to znaczy „weź się w garść”? Dajcie mi wszyscy święty spokój – mówi Inessa Kim. Jej zdaniem żałoby i trudnych emocji nie należy zamiatać pod dywan ani próbować na siłę udowadniać sobie, że wszystko jest już w porządku. Czasem najlepszym wsparciem jest zwyczajna obecność drugiego człowieka: przytulenie, wspólny spacer, przygotowanie posiłku czy wysłuchanie bez udzielania nieproszonych rad. – Osobie w kryzysie można dać wsparcie tym, że po prostu będziemy obok, przytulimy, ugotujemy coś dobrego, pójdziemy z tą osobą na spacer. Samą swoją obecnością możemy dla niej bardzo dużo zrobić. A jeżeli nas nie pyta o to, co ma zrobić i jak ma się z tego wydostać, to lepiej nie pchać się ze swoimi radami – podkreśla autorka. W przypadku poważnych strat i trudności psychicznych warto również skorzystać z pomocy psychologa lub psychoterapeuty. Wsparcie bliskich i codzienne aktywności mogą być pomocne, ale nie muszą zastępować profesjonalnej pomocy. 

Nie wszystko da się załatwić samym myśleniem 

Kiedy przeżywamy trudne chwile, łatwo wpaść w pułapkę nieustannego analizowania. Wracamy do tych samych pytań, odtwarzamy wydarzenia, próbujemy znaleźć moment, w którym wszystko mogło potoczyć się inaczej. Tymczasem samo myślenie nie zawsze przynosi ulgę. Niekiedy tylko pogłębia poczucie bezradności. Inessa Kim zachęca, by w takich momentach przenieść część uwagi z głowy
na ciało i konkretne czynności. Nie chodzi o uciekanie od emocji ani udawanie, że problem zniknął,
ale o odzyskanie kontaktu z codziennością. – Jeżeli ktoś przeżywa naprawdę poważną stratę, nie należy tego lekceważyć. Ale samemu też można sobie pomóc, wracając do codziennych obowiązków: posprzątać, zrobić porządek w szafie, ugotować coś pysznego, narysować coś, zatańczyć albo pójść
na dłuższy spacer. Chodzi o to, żeby nie działała tylko głowa, ale żeby zaczęło działać również ciało
– wyjaśnia. Nawet niewielka czynność może pomóc skierować uwagę na coś, co dzieje się tu i teraz. Umycie naczyń, przygotowanie posiłku, uporządkowanie przestrzeni czy wyjście na spacer nie rozwiążą wszystkich problemów, ale mogą stać się pierwszym krokiem do odzyskania poczucia sprawczości.
– Życie toczy się dalej. Może nie wszystko jest w porządku, ale ja żyję. A dopóki żyję, bardzo dużo rzeczy można jeszcze zrobić w moim życiu – mówi Inessa. 

Fermentacja, czyli dlaczego nie warto przyspieszać dojrzewania

Metafora fermentacji stanowi fundament książki „Ferment i Umami. Smak po rozpadzie”. Inessa Kim, jako pasjonatka gotowania i osoba szczególnie związana z kuchnią koreańską, dostrzegła podobieństwo między przemianą zachodzącą w żywności a zmianami, które przechodzimy w życiu. Fermentacja zaczyna się od przemiany pierwotnej formy produktu. Świeży ogórek zanurzony w solance stopniowo zmienia smak i konsystencję. Potrzebuje odpowiednich warunków, a przede wszystkim czasu. Próba przyspieszenia procesu lub niewłaściwe postępowanie mogą doprowadzić do niepożądanego efektu. Podobnie jest z człowiekiem, który doświadcza kryzysu: na początku może czuć chaos, dezorientację i niepewność, a droga do nowej równowagi nie zawsze jest prosta.  

– Fermentacja zaczyna się właśnie od rozpadu, od tego, że produkt traci swoją pierwotną formę. I tak samo jest z człowiekiem. Spotyka nas coś, my się rozpadamy, jest na początku chaos, jest niewiedza, jest taka dezorientacja. Jeżeli nie zapewnimy sobie odpowiednich warunków do tej fermentacji życiowej i nie damy temu czasu, to wtedy można faktycznie zgorzknieć – tłumaczy Inessa. W jej ujęciu istotne jest więc nie tylko to, co nas spotyka, lecz także to, jak traktujemy siebie w trakcie zmiany. Narzucanie sobie tempa, tłumienie emocji i presja, by jak najszybciej wrócić do dawnej formy, mogą utrudniać przejście przez trudny okres. Czasami potrzebujemy zwolnić, zaakceptować własne ograniczenia i dać sobie przestrzeń na dojrzewanie do kolejnego etapu. 

Efektem tego procesu może być umami – jeden z podstawowych smaków, trudny do porównania
z innymi, nadający potrawom głębię. Dla autorki staje się on metaforą życia, które po trudnych doświadczeniach może nabrać nowych odcieni i znaczeń. – Jeżeli nie będziemy niczego przyspieszać,
z czasem można poczuć ten niezwykły smak umami. To smak, którego nie da się z niczym porównać, można go tylko poczuć, ale on tak naprawdę nadaje głębi. Nasze życie również może smakować właśnie tym smakiem umami – mówi. 

Jakie składniki dostajemy od życia i co z nich ugotujemy? 

Inessa Kim nie obiecuje, że każda trudność doprowadzi do pozytywnej zmiany. Nie zachęca też do szukania na siłę dobrych stron w każdym bolesnym doświadczeniu. Proponuje jednak, by z czasem odzyskać wpływ na to, co zrobimy z tym, co nas spotkało. W książce odwołuje się do myśli francuskiego filozofa Jeana-Paula Sartre’a, nadając jej własny, kulinarny wymiar. Zamiast skupiać się wyłącznie na tym, jakie okoliczności przynosi nam życie, zachęca do zastanowienia się, co możemy z nimi zrobić.
– Nieważne, co mi się w życiu przytrafi, jakie składniki od tego życia dostanę, ważne jest to, co z tego ugotuję – mówi. To podejście nie oznacza, że każdy musi zamienić kryzys w sukces albo wyciągnąć
z niego wielką życiową lekcję. Czasem najważniejsze jest po prostu przetrwanie trudnego okresu, przyjęcie pomocy i stopniowy powrót do siebie. Dopiero później może pojawić się przestrzeń na nowe decyzje, zmianę kierunku czy odkrycie czegoś, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy. 

Książka „Ferment i Umami. Smak po rozpadzie” łączy osobistą opowieść Inessy Kim z refleksją nad zmianą i kulinarnymi przepisami, które pojawiają się po kolejnych rozdziałach. Autorka traktuje je jako dopełnienie tekstu – sposób na wyrażenie tego, czego nie zawsze da się opowiedzieć słowami.
– Nie wszystko da się wypowiedzieć słowami. Czasami niektóre odpowiedzi trzeba dosłownie ugotować – podsumowuje Inessa Kim. Bo życie po rozpadzie nie musi od razu smakować dobrze. Czasem trzeba pozwolić mu dojrzewać, zadbać o odpowiednie warunki i nie przyspieszać procesu. Nie po to,
by zapomnieć o tym, co się wydarzyło, ale by stopniowo odzyskać przestrzeń na to, co jeszcze może się wydarzyć.